Jolanta Maria Kaleta, czyli „Duchy Inków” krążą nad Niedzicą

IMAG1475b (Kopiowanie)Przygoda i awantura.  Miłość i nienawiść. Dobro i zło. W tle polskie Tatry i legenda o inkaskim skarbie ukrytym na zamku w Niedzicy. Pełna uroku i tajemnic powieść, która zaskakuje od pierwszej do ostatniej strony.

Istnieje legenda, która mówi, że na zamku w Niedzicy ukryto swego czasu prawdziwy Inkaski skarb. Przysłany z Peru rewolucjonista, Komandante Eduardo, który nie używa mydła, pije jak smok, i klnie jak szewc zdaje się potwierdzać te jak do tej pory mogłoby się zdawać ludzkie bajdurzenia.

Władze PRLu decydują się wysłać, jako wsparcie kapitana milicji Jerzego Sobola, który ma za zadanie w zielonym, czy też groszkowym Polonezie wspomóc dzielnego Eduardo w zdobyciu złota Inków. Jak się wkrótce okazuje ich operacja od samego początku napotyka na ogromne trudności, a największą przeszkodą w dotarciu do celu są…oni sami.

Tymczasem na zamek w Niedzicy do grupy archeologów prowadzących tu prace wykopaliskowe dołącza wraz z synem młoda doktor archeologii Inka Złotnicka. Podobnie, jak Kornel, który dowodzi tu archeologami, każde z nich ma swoją osobliwą, skrzętnie skrywaną tajemnice. Na zamku z dnia na dzień a zwłaszcza z nocy na noc zaczynają wyczyniać się rzeczy dramatyczne i z pozoru niezrozumiałe dla zwykłego śmiertelnika.

Czyżby faktycznie złoto Inków spoczywało w Niedzicy. Kim, lub czym jest cień czarnego ptaka przypominającego amerykańskiego sępa zawzięcie broniącego dostępu do pewnych miejsc. Czy Komandante Eduardo posunie się do przemocy, aby za wszelką cenę zdobyć informację lub cenny kruszec. Może troska o dobre imię milicji lub prywatne interesy przeważą w decyzjach Sobola, gdy będzie zastanawiać się, do kogo strzelać najpierw.

Pełna tajemnic i niespodziewanych zwrotów powieść, jak wezbrany Dunajec porywa czytelnika i na swoich wzburzonych falach niesie aż na jezioro Titicaca, na Wyspę Słońca i dalej do kolebki Inków plącząc swoje drogi, jak przystało na powieść fantasy z tatrzańskimi szlakami i zamkowymi komnatami pełnymi zakamarków i dziwnych skrytek.

Zdawać by się mogło, że z dobrą powieścią jest jak z dobrą kuchnią. Doskonałe składniki w wyważonych proporcjach z dodatkiem odpowiednich przypraw zapewnią zmysłom feerię niezapomnianych smaków. Jednak za każdym doskonałym daniem stoi wysoko kwalifikowany specjalista, który potrafi wydobyć z każdej potrawy to, co tak rozpieszcza zmysły.

Z dobrą książką jest podobnie. Mało jest tak utalentowanych pisarzy, którzy tak lekko i doskonale potrafią napisać powieść sensacyjną z dużą domieszką fantastyki i nie zepsuć smaku. Niewielu potrafi tak świetnie spleść wątki i skomplikować akcję a na dodatek uwarzyć z tych bardzo wyszukanych składników książeczkę na tyle doskonałą, że jeszcze długo po przeczytaniu czytelnik zastanawia się, czego tak naprawdę doświadczył.

Jolanta Maria Kaleta bez wątpienia jest kucharką literek. Z zaledwie trzydziestu dwóch znaków uwarzyła powieść nietuzinkową, ciekawą, pełną zagadek i dramatycznych zwrotów, której zarzucić można tylko to, co zwykle zarzuca się doskonałej kuchni. Kończy się jak wykwintne danie – zdecydowanie za szybko. Jeśli uwielbiasz eksperymentować w kuchni to ta książka jest właśnie dla Ciebie. Gorąco polecam. Najlepiej z kieliszkiem południowo amerykańskiego wina w dłoni.

IMAG1476a (Kopiowanie)Mój egzemplarz zawiera dedykację imienną od autorki. To taki bonus i wykwintny sos do świetnej strawy. To małe dziełko w tym wydaniu „tylko dla mnie” smakuje przecudownie.


 

Tytuł: Duchy Inków

Autor: Jolanta Maria Kaleta

Wydawnictwo: Psychoskok

Stron: 388

Data wydania: Kwiecień 2014

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s