Robert J. Szmidt: Łatwo być Bogiem. Niełatwo człowiekiem

227406_latwo-byc-bogiem_2014_588 (Kopiowanie)Zakończył się etap wielkich wojen. Pozostało już tylko posprzątać kosmiczny złom. Okazuje się jednak, że w Kosmosie tkwi COŚ, czego żaden z ludzi nie powinien spotkać. Tymczasem w innym układzie trwa wojna dziwnych gatunków o przetrwanie. Ich kosztem ktoś z ludzi postanowił zabawić się w Boga.

Fantastyka naukowa to ten rodzaj literatury, który albo się uwielbia albo nienawidzi. Albo coś czytelnika pociąga w powieści, albo doprowadza do takiego stanu, że nigdy więcej nie sięga on po tego typu lekturę. W tym drugim przypadku pozostaje mu tylko żałować, że nie przeczyta ”Łatwo być Bogiem”, pierwszego tomu trylogii science fiction „Pola dawno zapomnianych bitew”. To bardzo ciekawa książka, która wbrew pozorom niesie przesłanie o sprawach bardzo przyziemnych, traktująca o nas – ludziach.

W pewnej szkole kadetów dobiegł właśnie końca rok akademicki. Nowi adepci otrzymują swoje pierwsze powołania do kosmicznej służby. Najlepsi dostaną przydział do jednostek elitarnych, wybitni będą stacjonować w okolicach Ziemi. Ci, którzy się nie sprawdzili lub byli słabi przeznaczeni zostaną do kosmicznych służb sanitarnych. Tu praca jest niezwykle ciężka, czas życia „Nowych” jest bardzo krótki. Po raz pierwszy w historii Akademii jeden z najbardziej uzdolnionych uczniów otrzymuje awans do „śmieciarzy”.  Cóż poradzić, romans z córką szefa ma swoje, jak się okazuje, poważne konsekwencje.

Trafia on do odległego układu New Rouen na okręt Korpusu Utylizacji „Nomada”, którego zadaniem jest usuwanie zniszczonych w dawnej wojnie jednostek. Szybko okazuje się, że życie nawet w tak trudnym środowisku, z twardymi, jak stal ludźmi z załogi oraz z ich chimerycznym kapitanem wcale nie musi być takie złe, jak jego pozostałych kolegów z Akademii, którzy tu razem z nim trafili. Zdobyte doświadczenie i wiedza świetnie pozwalają mu na wkomponowanie się w struktury statku kosmicznego. Dostaje on nawet możliwość wzięcia udziału w podziale zysków z tego, co uda się wydobyć z rozbitych okrętów i sprzedać. Bo sprzątanie Kosmosu to tylko przykrywka to olbrzymich zysków ze sprzedaży dawnych artefaktów po wielkich bitwach.

Urządzenia statku właśnie wykazały pewne anomalie. Okazało się, że załoganci „Nomady” odkryli cos niezwykle dziwnego tuż obok wielkiego cmentarzyska wojennej flotylli. Wielkie zbiorowisko bezwładnie porozrzucanych stalowych rur okazuje się przemyślaną konstrukcją i wszystko wskazuje na to, że nie jest to ludzki wytwór. Znaleziona technologia jest niezwykła i imponująca, przemyślne rozwiązania techniczne wydają się surrealistyczne i wszystko wskazuje na to, że moment spotkania z obcą cywilizacją to kwestia najwyżej kilku godzin.

Nic nie wskazuje na to, że istota, z którą przyjdzie im się spotkać jest ucieleśnieniem wszelakiego zła, ale postać, pod którą się im ona ukaże może wstrząsnąć podstawami ludzkiej cywilizacji. O ile przeżyje ktokolwiek z ludzi, kto o tym opowie, bo nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia prywatne animozje i własne idee są ważniejsze niż życie astronautów i powodzenie misji.

Tymczasem w innym układzie pewien skazaniec odbywa niekończący się wyrok za zabicie oficera. Nie jest on potulnym skazańcem. Komendant więzienia szuka tylko haka, aby w wielkich męczarniach i powoli odebrać mu życie. Nagle jednak okazuje się, że jego umiejętności przydadzą się w układzie Xan 4, gdzie ludzie po raz pierwszy spotykają nieznane im cywilizacje i, gdzie doszło do krwawej wojny domowej.

Uwolniony Henryan Święcki już, jako sierżant ze stacji orbitalnej obserwuje rewolucyjne zmiany dokonujące się na planecie. W międzyczasie okazuje się, że jego wyciągnięcie z więzienia nie było przypadkowe. Zostaje on wmanipulowany w dość dziwną grę, w której jacyś wysoko postawieni ludzi pragną zabawić się w Boga.

Sierżant ma zidentyfikować ludzi, którzy wbrew procedurom próbują ocalić jedną z ras. Stawką będzie nie tylko przetrwanie Wojowników Kości, ale i życie Henryana. W międzyczasie odkrywa on, że jego kara nie odejdzie w zapomnienie, a to, jak długo jeszcze będzie żyć w dużym stopniu zależy i od niego samego. W gąszczu podłych „szwindli”, tajnych spisków i programów komputerowych, które mają zmodyfikować pewne informacje i dostarczyć inne, Święcki odkrywa, że dla człowieka nie liczy się tak naprawdę nic innego, jak tylko on sam. Postanawia wziąć w sprawy w swoje ręce i grę w Boga doprowadzić do samego końca. Tym razem na swój sposób w według własnych zasad.

Książka Roberta J. Szmidta to fantastyka, ale jakże bliska współczesnemu człowiekowi z jego słabostkami, przywarami, intrygami i knowaniem. W pogoni za ulotnymi wartościami nie cofnie się on przed niczym, doprowadzi raczej do nieodwracalnych zniszczeń i niepowetowanych strat, a jeśli zajdzie potrzeba, dokona tego po trupach. Ofiary zresztą nie są aż takie istotne. Ważne są cele. Środki zawsze się znajdą.

Muszę przyznać, że „Łatwo być Bogiem” jest lekturą nietuzinkową, wysublimowaną i podaną czytelnikowi tak apetycznie, jak najlepsze danie na wybornym przyjęciu. To fantastyka w odmianie najtwardszej, stanowiąca doskonałą ucztę dla miłośników tego gatunku. Genialny język, świetne tempo, zaskakujące zwroty akcji i sprawne poruszanie się po wielowątkowej płaszczyźnie dopełniają kolorytu pierwszego tomu. Książka warta jest polecenia, bowiem fantastyka Szmidta to doskonała proza, zasługująca na miano znakomitej, nad którą warto się pochylić i z którą warto jest spędzić kilka fantastycznych wieczorów.

Książkę poleca: Wydawnictwo Rebis

————————————————–

Autor: Robert J. Szmidt

Tytuł: Łatwo być Bogiem

Wydawnictwo: Rebis

Wydanie: Rok wydania: Sierpień 2014

Stron:  416

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s