„Kryminał był ze mną od zawsze” – Wywiad z Wojciechem Chmielarzem

?????????????????????????????O sukcesie, pisaniu „od zawsze”, umiejętnym splataniu wątków i o tym, dlaczego mit amerykańskiego super bohatera jest nudny – rozmawiam z Wojciechem Chmielarzem, autorem dwóch bestsellerowych powieści, o którym mówi się, że jest objawieniem polskiego kryminału.

 

Marek Bachorski-Rudnicki: Pamięta Pan początki swojej drogi pisarskiej? Pierwsze próby, związane z tym nadzieje…

Wojciech Chmielarz: Pierwszą „książkę” napisałem w wieku chyba sześciu lat. To był kryminał w zeszycie z 16 kartkami. Pamiętam, że chodziło o sfałszowany testament. I od tego czasu coś tam zawsze skrobałem.

 

Jak to się stało, że postanowił pan pisać książki? W dodatku kryminały.

Tak jak powiedziałem wcześniej, właściwie od zawsze coś pisałem – krótkie i dłuższe opowiadania, poszczególne sceny, czasami dłuższe rzeczy. Nigdy, więc nie podjąłem świadomej decyzji – teraz zaczynam pisać książki. Po prostu zawsze wymyślałem jakieś historie. A kryminał był ze mną od zawsze. Czwartki, kiedy w TVP 1 pokazywano serial kryminalny, to było dla mnie święto. Po prostu dobrze czuję w tym gatunku.

Powieść „Podpalacz” to pana debiut. Spodziewał się pan sukcesu po jej wydaniu? Gdyby książka okazała się źle przyjęta, powstałaby „Farma lalek”?

„Farma lalek” zaczęła powstawać mniej więcej trzy miesiące przed wydaniem „Podpalacza”. Sama fabuła została jednak wymyślona wcześniej. Tak, więc tutaj nie było zależność. Co do samego „Podpalacza” – wiedziałem, że to jest dobra książka. Ale aż tak pozytywne recenzje trochę mnie zaskoczyły.

Kryminał osadzony w naszych realiach, w Warszawie z głębokim tłem społecznym. Czy to recepta na przyciągnięcie czytelnika i osiągnięcie sukcesu?

Nie. Receptą na przyciągnięcie czytelnika i osiągnięcie sukcesu jest pisanie o ludziach, tematach, zdarzeniach, które są nam bliskie i które z jakiegoś powodu nas fascynują. „Ofiara Polikseny” Marty Guzowskiego to bardzo fajna, dobra pozycja. Zrobiła na mnie duże wrażenie. Ale zdaję sobie sprawę, że gdybym ja próbował napisać taką książkę, to wyszedłby zwykły literacki potworek. Bo, chociaż lektura sprawiła mi przyjemność, to, jako autor nie czuję tych turecko-archeologicznych klimatów.

Wątek w powieści „Podpalacz” budowany jest na wielu płaszczyznach. Skąd czerpie pan tak zaskakujące pomysły?

Ciężka praca. Jedna z postaci w „Farmie lalek” mówi w pewnym momencie: Trzymałem w dłoni kilkanaście różnych sznurków, za każdy musiałem pociągnąć w odpowiednim momencie i równocześnie uważać, żeby się nie poplątały. Tak mniej więcej wygląda pisanie kryminału. Wymyśla się pewne sytuacje, a potem zastanawia się, czy są one wystarczająco dobre, żeby zaskoczyć czytelnika. Jeśli nie, to, co można zrobić, żeby takimi je uczynić. Jakie informacje ujawnić, a jakie nie. I jak sprawić, żeby cała ta historia ciągle była wiarygodna. To nieustanna gra z czytelnikiem, dążenie do tego, żeby go oszukać, ale w taki sposób, żeby wcześniej dać mu wszystkie informacje niezbędne do rozwiązania zagadki. 

Bohater to policjant z problemami rodzinnymi. W pańskiej powieści prawie każdy policjant albo bije żonę albo jest w trakcie rozwodu. To schemat, czy tak pan postrzega to środowisko? Nie skazuje pan czytelnika na myślenie stereotypami?

Nie zgodzę się. Wajtoła i Lupa z „Farmy lalek” mają w miarę udane życie rodzinne. W przypadku innych policjantów po prostu nie było okazji wspomnieć o tym, jak wyglądają ich związki.

Czytelnik może odnieść wrażenie, że półświatek jest dużo lepiej zorganizowany niż organy ścigania. I że to nie policja wymierza sprawiedliwość. Gloryfikuje pan w książce „czarne charaktery”?

Niespecjalnie. Borzestowski, bo pewnie o nim pan wspomina, to bardzo nieprzyjemna postać, złowroga i groźna. Czy półświatek jest lepiej zorganizowany niż organy ścigania? To trudne pytanie, ale rzeczywiście, to jest jedna z kwestii, którą chciałem zasygnalizować w „Podpalaczu”. Faktem jest, że nie tyle policja, ile legislatorzy są zawsze krok za przestępcami. Rozkwit przestępczość zorganizowanej w Polsce w końcu lat dziewięćdziesiątych wynikał nie z tego, że mieliśmy niekompetentnych policjantów, ale z tego, że ci policjanci nie mieli prawnych narzędzi do zwalczania grup przestępczych. Dopiero powołanie CBŚ i instytucji świadka koronnego (przy wszystkich wątpliwościach, jakie są związane z tą instytucją) zmieniło sytuacje i to drastycznie. I słusznie powiedział minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, że Polska wojnę z przestępczością zorganizowaną wygrała. Teraz jednak mamy inny problem, który znowu w dużej mierze wynika z braku dostępu do odpowiednich narzędzi prawnych – rozkwit przestępczości gospodarczej, a w skali światowej – przestępczością internetową.

W pana książce nikt nie jest dobry ani zły. Można odnieść wrażenie, że mit bohatera herosa rodem z amerykańskiego kina akcji nie jest panu szczególnie bliski.

Zgadł pan. Nie przepadam za takimi postaciami. Bohater, który wybiera pomiędzy dobrem, a złem, w gruncie rzeczy jest dość nudny. Ciekawy jest bohater, który musi wybrać pomiędzy jednym dobrem, a drugim. Zdecydować, które jest ważniejsze i ile można dla niego poświęcić.

Ktoś powiedział, że autorzy kryminałów zabijają w książkach ludzi, bo w ten sposób leczą swoje frustracje. Niektórzy podobno ofiarom nadają nawet imiona osób, których nie lubią w prawdziwym życiu. Zgodzi się pan z tym twierdzeniem?

Nie wiem, jak inni, ale ja tak nie robię. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, czemu to miałoby służyć, bo to dość dziecinne zachowanie.

Do napisania tego typu powieści potrzebna jest ogromna wiedza. Korzystał pan z porad specjalistów, czy opiera się na własnych doświadczeniach?

Dużo czytam, robię solidny research i to jest podstawa mojej pracy. Później, kiedy mam już wszystko ułożone w głowie zdarza mi się konsultować pewne szczegóły, sceny i wątki z osobami, które znają się na danej dziedzinie lepiej ode mnie.

W pańskiej powieści morderstwa są niezwykle szokujące. Stworzył pan najpierw profil mordercy? Opierał się na badaniach psychologii kryminalistycznej?

Tak. Pytania:, kim jest morderca, jak się zachowuje, jak wygląda – to jedne z pierwszych, które zadaję sobie, zaczynając pracę nad powieścią. Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby stworzyć profesjonalny profil kryminalny, natomiast wydaje mi się, że wiem dość na potrzeby literackie.

Szybkie zwroty akcji i cięte riposty mieszają się z zaskakującym odwróceniem profilu postaci. Czytelnik utożsamia się z pewnym obrazem osoby, przedstawianej w pozytywnym świetle i nagle okazuje się, że musi zweryfikować swoje poglądy. Próbuje pan coś uzmysłowić czytelnikowi. Nieść w ten sposób jakieś przesłanie. Uważa pan, że „Podpalacz” to w jakimś stopniu komentarz do naszej rzeczywistości?

Nie tyle przesłanie, ile po prostu – pokazać pewne problemy. Problemy, które mnie osobiście niepokoją, i które z różnych względów uważam za istotne. Chcę zachęcić czytelnika do refleksji na temat tego, co przeczytał. Nie czuję się dość kompetentny, żeby odgrywać rolę komentatora, ale tak, chcę i pokazuje pewne problemy.

Myślał pan o tym, aby stworzyć powieść kryminalną, gdzie nie będzie happy endu? Czy taka książka miałaby sens w naszym społeczeństwie?

Nie wiem, czy „Podpalacz” kończy się happy endem. Zresztą kilkoro czytelników zwróciło mi na to (i słusznie, uwagę). Ale tak, myślałem o takiej książce, i tak, uważam, że miałaby sens. Wszystko zależy od historii, którą chce się opowiedzieć.

Ktoś z osób panu bliskich pomaga w pisaniu, podrzuca pomysły, inspiruje?

Żona. Pierwsza czytelniczka, pierwszy krytyk, nieustające wsparcie. Wiele jej zawdzięczam.

Komisarz Mortka nie przywiązuje w swoim życiu większego znaczenia do muzyki. A jak z muzyką jest u pana? Muzyka pomaga panu tworzyć? Jakiej muzyki pan słucha, gdy powstają przygody komisarza Mortki.

Szalenie ważna. Na kilka fajniejszych scen i pomysłów wpadłem podczas słuchania odpowiedniej muzyki. Podczas pisania najlepiej sprawdzają się odpowiednie soundtracki. Pomagają mi wejść w odpowiedni nastrój, tworzą atmosferę. Pod tym względem fantastycznie się sprawdza ścieżka dźwiękowa z „Old Boy’a”.

Jak lubi pan spędzać wolny czas? Relaks, odpoczynek to…

…bieganie, lektura, gry komputerowe (RPG z dobrą fabułą!) i zabawa z dzieckiem.

Planuje pan wieczory autorskie? Kiedy możemy spodziewać się spotkań z czytelnikami.

Na razie nie mam takich planów. Ale w przyszłości, kto wie.

Dziękuję za rozmowę i życzę samych udanych powieści

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s