„Ciemne strony świata to nasza rzeczywistość” – mówi autor kryminałów Wojciech Chmielarz

51e171194f0a0_630O sztolniach z uranem, zwłokach, kulisach pracy policji, obawach związanych z pracą nad książką i o tym, jak z wielowątkowej powieści uczynić jeden z najlepszym polskich kryminałów rozmawiam z jej autorem, Wojciechem Chmielarzem, objawieniem polskiej literatury kryminalnej.

 

Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – dzienni­karz. Publikował m.in. w „Pulsie Biznesu”, „Pressie”, „Nowej Fantastyce” i „Polityce”. Redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, zajmującego się tematyką przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Jest autorem dwóch książek z serii kryminałów o komisarzu Mortce.

Marek Bachorski-Rudnicki: Skąd pomysł na taką książkę, jaką jest „Farma lalek”? Co Pana zainspirowało? To dalsza cześć przygód inspektora Mortki po „Podpalaczu”?

Wojciech Chmielarz: Pomysł na „Farmę lalek” chodził za mną od jakiegoś czasu. Zaczęło się od tego, że brałem udział w akcji liczenia nietoperzy, podczas której odwiedziłem stare uranowe sztolnie w Karkonoszach. To niesamowite miejsce, jakby żywcem wyjęte z powieści grozy. Pewnego wieczora wyobraziłem sobie scenę: policjant odnajduje w sztolni zaginioną, przerażoną dziewczynę. Kieruje światło latarki tam, gdzie pada wzrok dziecka i zadaje jedno pytanie: – „Dziewczynko, czyje to zwłoki?”. Od tej sceny się zaczęło.

Dlaczego kryminał?

Bo lubię ten gatunek i wydaje mi się, że mam w nim do opowiedzenia kilka ciekawych historii. Do tego uważam, co zresztą świetnie udokumentował i udowodnił Mariusz Czubaj w „Entologu w mieście grzechu”, że kryminał to gatunek literacki, za pomocą którego można przekazać kilka ważnych rzeczy o współczesności oraz pokazać ciemne strony świata, który nas otacza.

Ma Pan swoich ulubionych autorów. Wzoruje się Pan na którymś z pisarzy podczas tworzenia swoich powieści?

W kryminale do ulubionych autorów zaliczam Jo Nesbo, Dennisa Lehana oraz z klasyki Raymonda Chandlera. Oprócz tego szalenie cenię Neala Stephensona, a także Williama Styrona, który jest moim ulubionym pisarzem.

Czytelnicy odbierają powieść bardzo optymistycznie. Mówią o Panu, że jest Pan objawieniem polskiego kryminału. Jest Pan zadowolony z książki?

Jeszcze za wcześnie, żebym mógł odpowiedzieć na to pytanie. Nie minęło dość czasu, żebym potrafił do niej nabrać odpowiedniego dystansu i powiedzieć, co mi się udało, a co nie. Natomiast rzeczywiście, jestem bardzo zadowolony z tego, jak czytelnicy odbierają i „Farmę lalek” i „Podpalacza”.

O czym tak naprawdę jest ta książka? Czytelnik może odnieść wrażenie, że zgłębił Pan tajniki pracy w policji. Czy jednak nie podchodzi Pan do pracy policjantów zbyt krytycznie? Współpraca z mafią, łapówki, a nawet gwałt. Inspektor Mortka też trafia do Krotowic, jakby trochę za karę…

Każdy kryminał jest tak naprawdę tylko fantazją na temat pracy policji. Fantazją czasami bardziej beztroską, czasami ponurą. Robiłem oczywiście research na temat tego, jak wyglądają warunki pracy w Polsce oraz jakie są procedury. Niemniej, historia, jej spójność i sens była dla mnie zawsze najważniejsza. Moją ambicją było napisanie dobrej powieści, a nie opisanie tego, jak policja w rzeczywistości pracuje. Od tego są reporterzy i dziennikarze. Jednak, co ciekawe, po wydaniu „Podpalacza” spotkałem się z pewnym byłym policjantem, który szczerze mi powiedział: „Kiedy służyłem, to miałem dokładnie takie same myśli jak Mortka”. Był też zaskoczony, że nikt w mojej rodzinie nie pracuje w policji, bo po prostu „muszę mieć kogoś w środku”. Tak więc, nie wydaje mi się, że podchodzę do policji zbyt krytycznie. Staram się pokazać prawdziwe problemy, tak jednostokowe, jak i strukturalne oraz zagrożenia, z jakimi spotykają się policjanci.

W powieści pojawia się wątek romski. Odnoszę wrażenie, że to środowisko jest Panu bardzo dobrze znane. Zaskakuje Pan czytelnika znajomością tego dość wyalienowanego świata.

Starałem się oddać panujące w tej społeczności realia zgodnie z prawdą, ale również z szacunkiem dla tego świata i polskich Romów. Wizja krotowickich Romów powstała na podstawie lektur książek i opracowań na tematy cygańskie oraz na podstawie rozmów z ludźmi, którzy pracują z Romami.

Ociera się Pan w powieści również o pedofilię. Przez moment stanowi to główny wątek. Skąd taki pomysł, aby wpleść i ten problem do książki. Nie obawiał się Pan zamieszania spowodowanego wielowątkowością?

Bardzo. Bałem się, że w tej książce jest za dużo, że historia za bardzo spuchła, że staje się niezrozumiała. Jednak pierwsi czytelnicy oraz redaktorzy zapewnili, że wszystko elegancko się spina. A co do samej pedofilii, to jest to problem, który staram się monitorować. Kilka najbardziej bulwersujących i tragicznych kryminalnych spraw z ostatnich lat jest z nim powiązanych, żeby wspomnieć tylko Josefa Fritzla, Marka Dutroux, skandale w kościele katolickim czy wreszcie ciągle nierozwiązane zaginięcie Madeleine McCann (gdzie wątki pedofilskie też były brane pod uwagę). Ten temat sam mi się narzucał. Ale starałem się opisać ten wątek tak, żeby nie epatować tanią sensacją.

Pomysł z dawną kopalnią uranu w Krotowicach jest doskonały. Czuje Pan sentyment do tego miejsca?

Moja dziewczyna, a obecna żona, zabrała mnie tam kiedyś na liczenie nietoperzy. Była to prawdopodobnie najdziwniejsza randka w moim życiu, ale bardzo udana. Tak więc, tak – mam sentyment do tego miejsca.

Nie sądzi Pan, że czytelnik po przeczytaniu powieści może odnieść wrażenie, że w naszym kraju panuje marazm i stagnacja. Szerzy się korupcja, pedofilia, przemoc, handel ludźmi, przemyt i nie ma nikogo, komu można zaufać?

Czy na pewno nikogo? Pojawiają się w powieści ludzie, nie tylko Mortka, którzy stają na wysokości zadania. Problemem jest to, jak ich znaleźć i jak ich odróżnić od tych, którzy tylko udają, że chcą pomóc. Ale tak, Krotowice to dość ponure miejsce i w pełni świadoma kreacja literacka. Chciałem o takim miasteczku napisać, ale równocześnie pokazać, że problemy gnębiące tę społeczność wynikają z pewnych, konkretnych uwarunkowań ekonomicznych i gospodarczych.

Inspektor Mortka to taki współczesny „Brudny Harry”?

Myślę, że do „Brudnego Harry’ego” dużo mu brakuje. Przede wszystkim w podejściu do stosowania przemocy. Mortka ani nie potrafi tak dobrze strzelać, ani tak dobrze się bić jak porucznik Callahan. To raczej zwykły facet, który ma, jako policjant, jedną zaletę – nie odpuszcza. Kieruje nim niekiedy absurdalne poczucie obowiązku, które nakazuje mu każdą sprawę doprowadzić do końca. To go wykańcza pod wieloma względami, ale równocześnie sprawia, że jest właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu, czego jednak sam nie potrafi przed sobą przyznać.

Czy nie sądzi Pan, że magnesem w tej powieści jest to, że czytelnik nie spotka się tutaj z jakimś nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności a raczej z realnym odwzorowaniem rzeczywistości? Fabuła jest tak skonstruowana, że aż prawie namacalna dla czytelnika. Stawia Pan na realizm? Nie dopuszcza Pan żadnych „prawie” możliwych sytuacji?

Chociaż dobro opowieści, fabuły jest dla mnie najważniejsze, to jednak zależy mi na tym, żeby czytelnik odkładając książkę mógł powiedzieć: – Tak, coś takiego mogło się wydarzyć. To oznacza, że muszę stworzyć powieść niekoniecznie w 100 % realistyczną, ale w 100 % wiarygodną. Jestem przekonany, że w związku z tym czytelnik wybaczy mi, jeśli zmienię kilka szczegółów. Ale „prawie możliwe” sytuacje, to już zupełnie inna para kaloszy. Zbyt łatwo tutaj o wpadkę, który zupełnie zniszczy wiarygodność książki, żebym mógł sobie na coś takiego pozwolić. Uważam, że moje kryminały mają być przede wszystkim dobrą rozrywką. Przy tym jednak, chcę pokazać kilka realnych problemów, skłonić do zastanowienia się nad nimi, refleksji. Coś takiego jest niemożliwe, jeśli książka nie będzie wiarygodna.

W sprawy kryminalne wplata Pan warstwę obyczajową. Małe miasteczko, tajemnice i zwyczajni ludzie ze zwyczajnymi sprawami i zróżnicowanymi charakterami. Czy to stanowi przepis na udany kryminał, gdy czytelnik utożsamia się z miastem, ludźmi i zaczyna żyć ich życiem?

Chyba tak. Tutaj wracamy do kwestii wiarygodności opowieści, która przecież toczy się w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Nie można warstwy obyczajowej potraktować po macoszemu, bo to się może niestety zemścić. Czytelnicy przestaną wierzyć w bohaterów, w to, że są to postacie, które mogłyby być realne, prawdziwe. A wtedy przestają przejmować się ich losami.

Pańskie książki są doskonale przygotowane pod kątem teoretycznym. Jest Pan perfekcjonistą w każdym detalu? Nie zdarzają się Panu wpadki?

Staram się, żeby ich nie było, ale zdarzają się. Dlatego kilka zaufanych osób czyta maszynopis i przysyła mi swoje uwagi. Potem tekst w obroty bierze wydawnictwo. Wydawnictwo Czarne ma świetnych redaktorów, którzy dostrzegają rzeczy, które mi umykają. Sam również poświęcam na research dużo czasu, jeżdżę w miejsca, w których ma się dziać akcja moich powieści, rozmawiam z ludźmi, dużo czytam.

Czy to już koniec przygód inspektora Mortki, czy też myśli już Pan o następnych fascynujących sprawach, które policjant mógłby rozwiązać?

Mam nadzieję, że nie koniec. Przygotowuję się do pisania kolejnej części i kiedy będę miał już gotową część tekstu, zaprezentuję ją wydawcy. Na tej podstawie podejmiemy decyzję o dalszej pracy. Ale jestem dobrej myśli.

Czy odsłoni Pan przed czytelnikami, o czym będą Pana nowe powieści, a może o czym będzie opowiadać następna historia dzielnego policjanta?

Mortka wróci do Warszawy i tym razem będzie miał do czynienia z dużą sprawą o znaczeniu międzynarodowym, w której kluczową rolę odegrają najprawdopodobniej… orzeszki ziemne.

Będzie Pan nadal konsekwentnie kontynuował pisanie kryminałów z udziałem komisarza Mortki?

Na razie tak. Dobrze czuję się w tym gatunku, a i historia Mortki jest nieskończona. Pozostało kilka wątków, które chciałbym zamknąć.

Zaczął się sezon na urlopy. Jakie plany na wakacje? Spędzi Pan urlop przy obmyślaniu następnych powieści?

Na pewno poświęcę na to kilka godzin. Urlop spędzę w Polsce, nad Bałtykiem. Zaledwie tygodniowy, niestety. Tyle, żeby naładować baterię i wziąć się do pisania.

Dziękuję za rozmowę

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s