C. S. Friedman, „Uczta dusz” – recenzja niesympatyczna

236323_1340714821_d6cd_pOto mamy przed sobą nowy cykl fantasy Celli S. Friedmann pod tytułem „Trylogia Magistrów”. Pomysł na książkę wydaje się kapitalny. Gdy mieszkasz w tak tajemniczej krainie, gdzie każdy z magów może czerpać swoją siłę od ciebie musisz się nastawić, że któregoś dnia i ty możesz stać się albo żywicielem, albo życiodawcą.

 

„Uczta dusz” to powieść o tym, jak dzięki sile ludzkiej duszy niektórzy mogą być nieśmiertelni lub też mogą przez tego typu działania zwyczajnie umrzeć. Magistrowie, wiedźmy, czarownice to postacie, z którymi każdy z ludzi zwanych Ikati musi się liczyć. Mają oni wpływ na ludzkie życie w różnym stopniu, bardziej pośrednio lub bezpośrednio. Jest jednak spora różnica między tymi postaciami. Czarownik używając magii spala swoją własną duszę i każde takie użycie powoduje, że jego żywot drastycznie się skraca.

Magistrowie żyją wiecznie, swoją moc czerpią z duszy śmiertelnego człowieka. Gdy jedno źródło się wyczerpie, prawie automatycznie rozpoczynają drążenie następnego człowieka, zwanego konsortem. Magistrami są wyłącznie mężczyźni. Jednak przychodzi ten okres, gdy jedna z kobiet próbuje zdobyć to doświadczenie. Młoda kobieta o imieniu Kamala próbuje swoich sił w zdobyciu doświadczenia, jako Magister.

Czy się jej to uda i czy pozostali Magistrowie uznają ją za swoją? W tym tomie się wszystkiego nie dowiemy. Autorka próbuje przez pewien czas ciągnąć ten wątek, ale potem porzuca go na rzecz pojawiającego się nagle pradawnego zła, przepędzonego jakiś czas temu w inne krainy. Pewną rolę odegra tu i bohaterka Kamala, już, jako Magister. W międzyczasie Friedmann wplata wątek młodego księcia, który jest równie mało atrakcyjny, jak i inne wątki.

W jednym zdaniu można streścić tą książkę słowami, że lokalne przygody byłej dziwki, która ma ambicję zostać Magistrem z biegiem czasu przekształcają się w bliżej nieokreśloną epicką (chyba) misję ratowania ludzkości przed pradawnym złem, powracającym z wygnania. Nudne do bólu. Przed przeczytaniem należy skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Dzięki niekonsekwencji w zaprezentowanych przez autorkę działaniach postaci, które nieśmiertelne, obdarzone niezwykłą mocą w niektórych sytuacjach, jakby zapominając, co potrafią, zachowują się czasem, jak lis zagoniony przez myśliwych i nie potrafią podejmować żadnych decyzji.

To powoduje, że mamy wrażenia jakbyśmy oglądali jakiś brazylijski tasiemcowy serial w dodatku trzeciego gatunku. Szkoda, bo sam pomysł na książkę wydaje się świetny. „Uczta dusz” nie rzuca na kolana, mam wrażenie, że tylko prawdziwi twardziele przeczytają wszystkie tomy i to pod warunkiem, że nie mają zbyt wielkich wymagań. Pominąć należy okładkę książki, bo tutaj grafik raczej nie wniósł niczego interesującego, a to z pewnością przełoży się na sprzedaż tego dzieła.

Książki nie polecam, już samo przeczytanie jednego opasłego tomiska to wyzwanie, natomiast całą trylogię można chyba tylko polecić na długie deszczowe dni. Po pierwszym tomie nie mam ochoty na więcej. Jeśli ktoś nie jest zdesperowanym fanem niech raczej sięgnie po coś zupełnie innego z tego gatunku.

Autor: C. S. Friedman Tytuł: Uczta dusz Data wydania: Prószyński i S-ka Wydawnictwo: kwiecień 2012 tłumaczenie: Grażyna Grygiel, Piotr Staniewski cykl: Trylogia Magistrów liczba stron: 608

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/c_s_friedman_8222uczta_dusz8221_recenzja_niesympatyczna_236323-2–1-d.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s